Tego dnia Eveline była okropnie zdenerwowana. Cały świat wydawał jej się większy, bardziej przerażający niż zazwyczaj. Wzięła sto dwudziesty pierwszy głęboki oddech, żaden z poprzednich jej nie pomógł, miała złudną nadzieję, że ten będzie inny. Ręce jej się trzęsły ze strachu.
Tak na prawdę chciała nowego życia, pragnęła uwolnić się od starej szkoły, prześladujących ją znajomych. Po prostu w tej ostatniej chwili, gdy siedziała w aucie, już pod porażającą wielkością akademią nie potrafiła się nie przerazić. Zebrała swoje rzeczy, rzuciła tacie tylko "cześć" i wyszła z samochodu. Budynek był stary, ale w doskonałym stanie. Przytłoczył dziewczynę, nie spodziewała się takiego przepychu.
W holu zauważyła chłopaka o czarnych włosach . Patrzył na nią. Nie, właściwie nie można tego było nazwać patrzeniem. Lustrował ją swoimi czarnymi oczami, przeszywał ją na wskroś. Zadrżała, ale nie tylko ze strachu. Chłopak był bardzo przystojny, czy miałaby u niego jakieś szanse? Westchnęła głośno. Nagle zauważyła, że zniknął. Przecież wpatrywała się w niego cały czas, nie mógł tak po prostu wyparować!
Widywała go codziennie, cały czas się w nią wpatrywał. Nie w sposób w jaki patrzy się na dziewczynę, chociaż też. Patrzył tak, jakby widział coś więcej niż reszta. Raz nawet spotkali się w drzwiach i zajrzała mu w oczy. I tak trwali przez kilka sekund. Eveline była zahipnotyzowana jego głębokim spojrzeniem. Pewnego razu zastąpił jej drogę.
- Cześć, Eveline. - powiedział głosem anielskim, ale mrocznym
- Skąd wiesz jak... Ja nie wiem jak ty...- wydukała
Uśmiechnął się.
- Mam swoje kontakty. - uśmiechnął się zawadiacko - Jestem Chris.
Teraz z kolei Eveline uśmiechnęła się. Utonęła w jego oczach, pokochała jego uśmiech. Nie dało się już wycofać, zabrnęła za daleko nawet gdyby chciała zawrócić. Ale nie chciała. Zapragnęła poznać go bliżej, poczuć jego usta na swoich, po prostu być z nim.
Wkrótce dostała, to czego chciała. Zaczęli się spotykać - w kawiarni, w holu, na zajęciach. Christopher był tak absorbujący, że nie miała innych znajomych. Miała tylko jego, jemu powierzała swoje sekrety. Nawet ten największy. Koleżanka powiedziała jej jakąś głupią uwagę, naśmiewała się z niej. Za chwilę jej głowa zaczęła płonąć. Nie wiedziała jak to się stało, po prostu przemknęło jej to przez myśl, a za chwilę weszło w czyn. Nie chciała tego! Na prawdę! Chociaż... Astrid była tak wkurzająca, zawsze ze sobą konkurowały - o oceny, chłopaków, ciuchy, znajomych. Nienawidziły się od przedszkola. Ale nie aż tak by spalić jej twarz! To było niechcący. Na szczęście nikt nie dowiedział się prawdy, zresztą kto mógłby przypuszczać, że Eveline użyła do tego mocy?
Ale nie tylko ona miała moc. Okazało się, że Chris również.
- Obydwoje jesteśmy wyjątkowi. Idealna para. - powiedział pewnego razu i pocałował ją w taki sposób, że Eveline zabrakło tchu w piersiach
A więc zostali parą? Sam oficjalnie tak ich nazwał. Dziewczyna była wniebowzięta.
W końcu zapragnęła czegoś więcej. Pewnego razu, gdy byli w pokoju, którego nikt nie odwiedzał od lat, Eveline stanęła przed nim i wskazała głową na zamek w swojej sukience.
- Mógłbyś? - uśmiechnęła się znacząco
Chris nawet nie podniósł wzroku znad książki, użył tylko swojej mocy, by rozsunąć zamek. Eveline zorientowała się po chwili, że się nie domyślił. Faceci!
- Pff... To było epickie! - prychnęła i zaczęła wychodzić
Kiedy miała już przekroczyć próg, drzwi zatrzasnęły się i ktoś od tyłu przycisnął ją do drzwi swoim ciałem. Poczuła jego usta na swojej szyi. Odwróciła się i zaczęła go namiętnie całować. Potem popchnęła go na sofę.
A jednak Christopher był inny.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń