Hej wszystkim! Mam całkowity brak weny na tego bloga. Kompletne bzdury w tym rozdziale powymyślałam... A wy macie jakieś sposoby na brak weny? Słuchacie jakiejś odpowiedniej muzyki, spacer, albo coś takiego? :P
No dobra, to kończę te moje prywatne przemyślenia. Miłego czytania :)
____________________________________________
Eveline ocknęła się w jakimś małym, ciasnym i ciemnym pomieszczeniu. Czuć tu było stęchliznę. Spróbowała wstać, więc podparła się ręką.
- Cholera! - stęknęła
Zapomniała, że ma złamany nadgarstek. Po kilku minutach w końcu stanęła na nogi.
Pochodziła trochę po pomieszczeniu. Nagle potknęła się o coś i wylądowała na kimś. Chłopak jęknął, ale ona nadal na nim leżała. Musiała zobaczyć kto to, a tylko z takiej odległości było to możliwe.
- Eveline, to ty? - spytał Chris
Natychmiast pocałował ją, ale ona od razu go odsunęła.
- Spuchnięte... - chłopak spojrzał z troską na jej nadgarstek.
- No widzisz co ta twoja Astrid mi zrobiła! - powiedziała z goryczą
Chris nie wiedział co jej odpowiedzieć. W końcu to przez niego tu wylądowali. Miał ogromne wyrzuty sumienia.
- Ja naprawdę cię kocham. - szepnął ze łzami w oczach
Eveline spojrzała na niego i trochę zmiękło jej serce. Wiedziała jaka była Astrid. Każdego potrafiła zmanipulować, a mężczyzn to już szczególnie. Tych dorosłych również, od wuefisty zawsze miała fory... Ale żeby próbować kogoś zabić? Czy byłaby do tego zdolna?
Może sama nie, ale z tymi robalami, które ją opętały...
Eveline usłyszała jak Chris ciężko oddychał. Tak właściwie, to dlaczego siedział tu razem z nią w tej komórce, zamiast świętować zwycięstwo ze swoją pustą blondyną?
Coś się nie zgadzało... Przecież chwilę przed zniknięciem coś krzyczał. Czy aby nie tylko ją chcieli ogłuszyć? Omiotła wzrokiem jego postać. Było ciężko cokolwiek zobaczyć, ale jej wzrok powoli przyzwyczajał się. Chłopak miał jedno oko spuchnięte. Z jego łuku brwiowego obficie tłoczyła się krew. Był cały poobijany. Powietrze nabierał z ogromnym świstem.
I ja jeszcze mu dowaliłam? Powinnam być trochę bardziej ostrożna! - pomyślała Eveline
Prawie cały gniew na Chrisa zniknął. Zamienił się we współczucie i bezgraniczną miłość. Miała ochotę zniszczyć Astrid.
Tylko, że nie miała jak. Blondyna nawet nie raczyła się pojawić, a wszystkie wyjścia były pozamykane. Eveline z Chrisem próbowali używać najpierw resztek sił fizycznych, a potem mocy. Żadne nie działało.
To nie mogło się tak skończyć! Eveline dopiero zaczęła nowe życie. Poznała chłopaka, którego pokochała całym sercem. Co prawda najpierw zdradził ją, ale okazało się, że jednak ją kochał. Czuła to, wiedziała, że był po prostu zmanipulowany. Teraz już myślał własnym mózgiem. Astrid nie chciał znać. Gardził nią, ale również bardzo się jej bał. To było oczywiste.
Eveline też się bała. Ten strach ją paraliżował, obezwładniał jej ciało. Nie mogła się ruszać, gdy już wróciły wspomnienia.
- Opowiedz co ci zrobiła... - wypowiedź Chrisa zabrzmiała raczej jak pytanie
Dziewczyna przymknęła oczy. Skrzywiła się na chwilę. Jej oddech był coraz szybszy. Potem spod jej mocno zaciśniętych powiek zaczęły wypływać łzy.
Nie odezwała się, więc Chris nie drążył już więcej tematu. Nie miał zamiaru sprawiać jej bólu. Skoro nie chciała mówić, niech nie mówi. Może kiedyś się przed nim otworzy...
Chyba, że mu więcej nie zaufa. Chłopakiem wstrząsnął zimny dreszcz, był pełen niepokoju. Rozbieganymi oczami rozglądał się po pomieszczeniu, aż w końcu zobaczył pionową strużkę światła. Nie był pewien, czy to nie była fatamorgana, jak na pustyni, ale nadzieję zawsze warto mieć. Oboje zerwali się na równe nogi. Usłyszeli jakiś zgrzyt na podłodze, był coraz bliżej nich. W końcu to coś uderzyło Chrisa lekko w nogę. Światło zniknęło z hukiem.
Na ziemi ujrzeli plastikową tacę z bochenkiem chleba i wodę w metalowym dzbanku. Nie zdawali sobie z tego sprawy, ale byli nieprzytomni przez dwa dni. W tym czasie odwodnili się. Tak bardzo chciało im się jeść i pić. Popatrzyli na siebie, a następnie dosłownie rzucili się na tacę.
Po skończonym posiłku usłyszeli głos Astrid.
- No to teraz sobie porozmawiamy. - uśmiechnęła się słodko
Jej oczy nie były już w pełni lazurowe. Tylko obramówka taka pozostała. Resztę od środka wypełniała czerń. Ogromna źrenica miała pofalowane brzegi. Wydawać się mogło, że się lekko porusza.
Nogi Eveline zaczęły drżeć. Wiedziała, że ta "rozmowa" nie skończy się dobrze.
I miała pewien skutek... Nieodwracalny.
_____________________________________________________
no i króciutko znowu xdd co myślicie? :P
zapraszam też na mojego wspólnego bloga z Shanti:
http://control-and-burn.blogspot.com/
follow me on twitter: @SheeeFeel
czytasz? skomentuj, proszę :)
poniedziałek, 9 lipca 2012
środa, 27 czerwca 2012
Rozdział 4
Chris nie wiedział co robić. Nie mógł już zasnąć, a ruszyć się też nie mógł. Właściwie to nie chciał, bo musiałby obudzić Eveline, która spała na jego ramieniu. Opierała się o niego i spała tak spokojnie nieświadoma zagrożenia. A było ono wielkie. Rzeczy, do których Astrid mogła być zdolna przekraczały ludzkie pojęcie.
Właściwie jak on się w to wmieszał? Po co poznał się z nią wtedy na tej dyskotece? Jak tak łatwo mogła owinąć go sobie wokół palca? Chris prawie od razu chciał się wycofać, pragnął się nie angażować w te jej chore gierki. Tylko, że ona wiedziała zbyt wiele... Po co do cholery pokazał jej swoją moc?
Właściwie dokładnie nie pamiętał kiedy to się stało. Był pijany, jak zresztą prawie wszyscy jego rówieśnicy. A ona była taka słodka, niewinna. Zrobił dla niej parę głupich rzeczy.
Już nigdy więcej, pomyślał pewnego razu, gdy skrzywdzenie nauczyciela wydało mu się przegięciem. Ale ona zaczęła go szantażować. Od tej pory był jej marionetką, popychadłem. Mógł poświęcić dla niej wszystko - i tak nie miał prawie nic. Rodzice oddali go do domu dziecka, a ci, którzy go adoptowali zmarli w wypadku gdy miał dwanaście lat. Od tej pory zajmowała się nim ciotka, ale ona też pozbyła się go, gdy tylko nadarzyła się okazja. I tak trafił do tej szkoły.
Wszystko, tylko nie Eveline. Była mu jedyną bliską istotą na tej ziemi, jego pokrewną duszą. Gdy ją poznał poczuł jakby jakaś jego cząstka wróciła na swoje miejsce. Od tej pory czuł się szczęśliwy. Wreszcie, od tylu lat odnalazł spokój. A Astrid miała mu to odebrać. Nie mógł się na to zgodzić. Musiał walczyć.
Z rozmyślań wyrwał go ruch dziewczyny. Przeciągnęła się, ziewnęła i posłała mu spojrzenie pełne pogardy. Zszokowało go to. Nie tego się spodziewał.
- To gdzie naprawdę wczoraj byłeś? - spytała
Powiedzieć jej prawdę? Przecież znienawidziłaby go. Ale okłamywać też jej nie mógł.
- Muszę ci coś powiedzieć. - powiedział głosem pełnym bólu - Ale nie tutaj. Chodź. - pociągnął ją za rękę
Spacerowali po niezwykle osamotnionym parku. Oboje smutni.
- Astrid... ja widziałem się z nią. - zaczął
- Ja ci... O Boże... my... - stęknęła
- Ona chce żebym pomógł jej cię unicestwić. - Eveline popatrzyła się na niego oszołomiona - Ale ja ci tego nie zrobię! Bo ja... ja coś do ciebie poczułem. Kocham cię Eveline, nie pozwolę żeby cie skrzywdziła.
Eveline ukryła twarz w dłoniach. Usłyszała szelest.
- Nie! - krzyknął pełen rozpaczy głos chłopaka
Popatrzyła przez palce, ale Chrisa już nie było.
Później wszystko zaczęło się dziać bardzo szybko.
Nagle ktoś mocno złapał ją za rękę. Omal się nie przewróciła. Spojrzała na twarz tego kogoś. Ujrzała blondynkę o lodowatych, lazurowych oczach. Przeraziły ją. Przez ułamek sekundy nie zobaczyła w nich żadnych emocji, były takie puste!
Astrid sztucznie wyszczerzyła swoje idealne białe zęby.
- Cześć! - powiedziała przyjaźnie - Nie odwiedzasz starych znajomych?
Eveline spróbowała się od niej odsunąć, ale ta ścisnęła jej nadgarstek z siłą wręcz nieludzką. Usłyszały dźwięk pękających kości. Dziewczyna krzyknęła głośno. Ból był tak ogromny, że zobaczyła przed oczami jakieś dziwne czarne kształty. Za to Astrid wyszczerzyła się jeszcze bardziej.
- To muzyka. - szepnęła rozkoszując się cierpieniem
Eveline zawsze wiedziała, że Astrid jest okrutną, bezwzględną egoistką, ale żeby do tego stopnia? Poza tym coś się nie zgadzało.
Jej twarz była idealna jak zwykle. Nie miała żadnej blizny. Czyż nie powinna mieć choć najmniejszego śladu?
A jej włosy? Jak zawsze długie, rozpuszczone, pofalowane. Przecież trzy miesiące temu spłonęły prawie całe! Nie mogły odrosnąć tak szybko, a peruki na pewno nie nosiła. Były naturalne.
Ale Eveline nie miała już jak dalej myśleć. Musiała coś zrobić. Astrid już zbliżała do jej policzka wolną rękę z nożem.
Próbowała się wyrywać, ale ból ręki jej to uniemożliwił.
Jak ona mogła mieć tyle siły?
Astrid na chwilę straciła koncentrację, więc Eveline to wykorzystała. Przechwyciła szybko nóż i drasnęła nim po jej policzku, trochę mocniej niż się spodziewała. Krew mocno zaczęła się lać.
I w tym momencie zrozumiała.
Z oczu, ust, uszu i dziurek nosa Astrid wydostawała się chmara czarnych pyłów, dźwięk był niemożliwy. Jak milion, a może nawet miliard pszczół. Nie dało się tego opisać. Eveline nie widziała nic poza nimi. Otoczyły Astrid, usiadły na jej ranie. Za chwilę znowu wślizgnęły się do jej wnętrza.
Rany już nie było.
Była opętana.
______________________________________________
Hej ludzie! I co myślicie o czwartym rozdziale? Mam nadzieję, że Wam się podoba :P
Przepraszam, że nie umiem pisać długich rozdziałów, nie wychodzą mi one po prostu jakoś xd
Czytasz? Proszę, skomentuj.
Zapraszam na mojego wspólnego bloga z Shanti: http://control-and-burn.blogspot.com/
No to chyba tyle na dzisiaj.
Do następnej notki.
Follow me on twitter: @SheeeFeel :)
Właściwie jak on się w to wmieszał? Po co poznał się z nią wtedy na tej dyskotece? Jak tak łatwo mogła owinąć go sobie wokół palca? Chris prawie od razu chciał się wycofać, pragnął się nie angażować w te jej chore gierki. Tylko, że ona wiedziała zbyt wiele... Po co do cholery pokazał jej swoją moc?
Właściwie dokładnie nie pamiętał kiedy to się stało. Był pijany, jak zresztą prawie wszyscy jego rówieśnicy. A ona była taka słodka, niewinna. Zrobił dla niej parę głupich rzeczy.
Już nigdy więcej, pomyślał pewnego razu, gdy skrzywdzenie nauczyciela wydało mu się przegięciem. Ale ona zaczęła go szantażować. Od tej pory był jej marionetką, popychadłem. Mógł poświęcić dla niej wszystko - i tak nie miał prawie nic. Rodzice oddali go do domu dziecka, a ci, którzy go adoptowali zmarli w wypadku gdy miał dwanaście lat. Od tej pory zajmowała się nim ciotka, ale ona też pozbyła się go, gdy tylko nadarzyła się okazja. I tak trafił do tej szkoły.
Wszystko, tylko nie Eveline. Była mu jedyną bliską istotą na tej ziemi, jego pokrewną duszą. Gdy ją poznał poczuł jakby jakaś jego cząstka wróciła na swoje miejsce. Od tej pory czuł się szczęśliwy. Wreszcie, od tylu lat odnalazł spokój. A Astrid miała mu to odebrać. Nie mógł się na to zgodzić. Musiał walczyć.
Z rozmyślań wyrwał go ruch dziewczyny. Przeciągnęła się, ziewnęła i posłała mu spojrzenie pełne pogardy. Zszokowało go to. Nie tego się spodziewał.
- To gdzie naprawdę wczoraj byłeś? - spytała
Powiedzieć jej prawdę? Przecież znienawidziłaby go. Ale okłamywać też jej nie mógł.
- Muszę ci coś powiedzieć. - powiedział głosem pełnym bólu - Ale nie tutaj. Chodź. - pociągnął ją za rękę
***
Spacerowali po niezwykle osamotnionym parku. Oboje smutni.
- Astrid... ja widziałem się z nią. - zaczął
- Ja ci... O Boże... my... - stęknęła
- Ona chce żebym pomógł jej cię unicestwić. - Eveline popatrzyła się na niego oszołomiona - Ale ja ci tego nie zrobię! Bo ja... ja coś do ciebie poczułem. Kocham cię Eveline, nie pozwolę żeby cie skrzywdziła.
Eveline ukryła twarz w dłoniach. Usłyszała szelest.
- Nie! - krzyknął pełen rozpaczy głos chłopaka
Popatrzyła przez palce, ale Chrisa już nie było.
Później wszystko zaczęło się dziać bardzo szybko.
Nagle ktoś mocno złapał ją za rękę. Omal się nie przewróciła. Spojrzała na twarz tego kogoś. Ujrzała blondynkę o lodowatych, lazurowych oczach. Przeraziły ją. Przez ułamek sekundy nie zobaczyła w nich żadnych emocji, były takie puste!
Astrid sztucznie wyszczerzyła swoje idealne białe zęby.
- Cześć! - powiedziała przyjaźnie - Nie odwiedzasz starych znajomych?
Eveline spróbowała się od niej odsunąć, ale ta ścisnęła jej nadgarstek z siłą wręcz nieludzką. Usłyszały dźwięk pękających kości. Dziewczyna krzyknęła głośno. Ból był tak ogromny, że zobaczyła przed oczami jakieś dziwne czarne kształty. Za to Astrid wyszczerzyła się jeszcze bardziej.
- To muzyka. - szepnęła rozkoszując się cierpieniem
Eveline zawsze wiedziała, że Astrid jest okrutną, bezwzględną egoistką, ale żeby do tego stopnia? Poza tym coś się nie zgadzało.
Jej twarz była idealna jak zwykle. Nie miała żadnej blizny. Czyż nie powinna mieć choć najmniejszego śladu?
A jej włosy? Jak zawsze długie, rozpuszczone, pofalowane. Przecież trzy miesiące temu spłonęły prawie całe! Nie mogły odrosnąć tak szybko, a peruki na pewno nie nosiła. Były naturalne.
Ale Eveline nie miała już jak dalej myśleć. Musiała coś zrobić. Astrid już zbliżała do jej policzka wolną rękę z nożem.
Próbowała się wyrywać, ale ból ręki jej to uniemożliwił.
Jak ona mogła mieć tyle siły?
Astrid na chwilę straciła koncentrację, więc Eveline to wykorzystała. Przechwyciła szybko nóż i drasnęła nim po jej policzku, trochę mocniej niż się spodziewała. Krew mocno zaczęła się lać.
I w tym momencie zrozumiała.
Z oczu, ust, uszu i dziurek nosa Astrid wydostawała się chmara czarnych pyłów, dźwięk był niemożliwy. Jak milion, a może nawet miliard pszczół. Nie dało się tego opisać. Eveline nie widziała nic poza nimi. Otoczyły Astrid, usiadły na jej ranie. Za chwilę znowu wślizgnęły się do jej wnętrza.
Rany już nie było.
Była opętana.
______________________________________________
Hej ludzie! I co myślicie o czwartym rozdziale? Mam nadzieję, że Wam się podoba :P
Przepraszam, że nie umiem pisać długich rozdziałów, nie wychodzą mi one po prostu jakoś xd
Czytasz? Proszę, skomentuj.
Zapraszam na mojego wspólnego bloga z Shanti: http://control-and-burn.blogspot.com/
No to chyba tyle na dzisiaj.
Do następnej notki.
Follow me on twitter: @SheeeFeel :)
czwartek, 21 czerwca 2012
Rozdział 3
Eveline pierwszy raz spodobało się użycie mocy. Nigdy wcześniej nie zrobiła tego świadomie. Teraz zapragnęła nauczyć się więcej, ciągle to ćwiczyć. Chciała zacząć od razu.
Rozejrzała się po pokoju. O tak, książka będzie idealna. Wyciągnęła rękę i wyobraziła sobie jak książka unosi się w górę. Nie potrzebowała wielkiego skupienia, książka natychmiast jej posłuchała. Poczuła się tak cudownie! Wykonała wiele prób, między innymi zapaliła świecę, ponownie zatrzymała czas i trochę innych.
Wtedy do pokoju wszedł Chris. Spojrzała na niego i zrobiła dziwną minę. Podeszła do niego.
- Co ci się stało? - dotknęła jego policzka
Chłopak nie wiedział co odpowiedzieć. Twoja wrogo-kumpela uderzyła mnie, podczas naszego kolejnego spotkania z cyklu "jak cię unicestwić", raczej nie wchodziło w rachubę. Milczał przez dłuższą chwilę. Eveline wyczekiwała odpowiedzi.
- Raczej nie chciałabyś znaleźć się z bandą rozwydrzonych szesnastolatków na boisku do piłki ręcznej. - oznajmił w końcu
Dziewczyna nie uwierzyła mu. Chris nie zauważył, ale Eveline stała się czujna. Nie była jedną z tych głupiutkich słitaśnych dziewczynek, które uwierzą w każdą bajkę, byleby tylko nie pokłócić się ze swoim megaprzystojnym chłopakiem.
- Zobacz co dla ciebie mam. - uśmiechnął się
Nie przekupisz mnie, pomyślała Eveline, ale odwzajemniła uśmiech.
Chris wyciągnął z kieszeni śliczny wisiorek w kształcie serca, na przemian srebrny i różowy. Wysadzany jakimiś diamencikami. Założył jej go na szyję. Poczuła wtedy jakąś dziwną energię, jakby złe przeczucie, ale objawiające się wyładowaniami elektrycznymi w jej ciele.
- Dziękuję. - pocałowała go
Było to okropnie nieszczere, ale Chris tego nie zauważył. Zaczął całować ją coraz mocniej, ale ta odepchnęła go od siebie stanowczo.
- Na ciebie już pora. - powiedziała i wypchnęła go za drzwi
Chris był zdołowany. Już druga dziewczyna odepchnęła go tego dnia. Czyżby tracił swoją urodę? Dla pewności zerknął w lustro. Nie. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Był przystojny jak zwykle, mankamentem był tylko czerwony policzek. Jutro nie będzie po tym śladu.
Nagle cała jego pewność siebie uleciała. A tyle lat na nią pracował! Tyle czasu poświęcił, by stać się tym kim teraz był, by wszystkie dziewczyny go pragnęły.
Tak, Chris był zapatrzony w siebie i lekko lalusiowaty. Dla niego liczył się tylko wygląd. Nie spostrzegł, że Eveline była bystra i zrozumiała, że ją oszukał, że to dlatego go wyrzuciła.
Kładąc się spać nadal myślał, czy jego wysiłki nie poszły na marne.
- Co za idiota! - zbulwersowała się Eveline - Myśli, że mu wierzę? Cha, niech sobie pomarzy.
Rozejrzała się po pokoju. O tak, książka będzie idealna. Wyciągnęła rękę i wyobraziła sobie jak książka unosi się w górę. Nie potrzebowała wielkiego skupienia, książka natychmiast jej posłuchała. Poczuła się tak cudownie! Wykonała wiele prób, między innymi zapaliła świecę, ponownie zatrzymała czas i trochę innych.
Wtedy do pokoju wszedł Chris. Spojrzała na niego i zrobiła dziwną minę. Podeszła do niego.
- Co ci się stało? - dotknęła jego policzka
Chłopak nie wiedział co odpowiedzieć. Twoja wrogo-kumpela uderzyła mnie, podczas naszego kolejnego spotkania z cyklu "jak cię unicestwić", raczej nie wchodziło w rachubę. Milczał przez dłuższą chwilę. Eveline wyczekiwała odpowiedzi.
- Raczej nie chciałabyś znaleźć się z bandą rozwydrzonych szesnastolatków na boisku do piłki ręcznej. - oznajmił w końcu
Dziewczyna nie uwierzyła mu. Chris nie zauważył, ale Eveline stała się czujna. Nie była jedną z tych głupiutkich słitaśnych dziewczynek, które uwierzą w każdą bajkę, byleby tylko nie pokłócić się ze swoim megaprzystojnym chłopakiem.
- Zobacz co dla ciebie mam. - uśmiechnął się
Nie przekupisz mnie, pomyślała Eveline, ale odwzajemniła uśmiech.
Chris wyciągnął z kieszeni śliczny wisiorek w kształcie serca, na przemian srebrny i różowy. Wysadzany jakimiś diamencikami. Założył jej go na szyję. Poczuła wtedy jakąś dziwną energię, jakby złe przeczucie, ale objawiające się wyładowaniami elektrycznymi w jej ciele.
- Dziękuję. - pocałowała go
Było to okropnie nieszczere, ale Chris tego nie zauważył. Zaczął całować ją coraz mocniej, ale ta odepchnęła go od siebie stanowczo.
- Na ciebie już pora. - powiedziała i wypchnęła go za drzwi
***
Nagle cała jego pewność siebie uleciała. A tyle lat na nią pracował! Tyle czasu poświęcił, by stać się tym kim teraz był, by wszystkie dziewczyny go pragnęły.
Tak, Chris był zapatrzony w siebie i lekko lalusiowaty. Dla niego liczył się tylko wygląd. Nie spostrzegł, że Eveline była bystra i zrozumiała, że ją oszukał, że to dlatego go wyrzuciła.
Kładąc się spać nadal myślał, czy jego wysiłki nie poszły na marne.
***
- Co za idiota! - zbulwersowała się Eveline - Myśli, że mu wierzę? Cha, niech sobie pomarzy.
W pomieszczeniu nikogo innego nie było, mówiła sama do siebie.
- Dał mi jakiś naszyjnik, który pobiera moc... I że ja niby tego nie czuję? Większego debila to chyba jeszcze w życiu nie spotkałam. - rzuciła naszyjnikiem o ścianę.
Położyła się na łóżku, myśląc, że nie zaśnie, ale nim dokończyła to zdanie w myślach, odpłynęła w krainę snów.
Obudziły ją czyjeś kroki. Poczuła, że ktoś położył się obok niej.
- Wypad! - warknęła
Ale Chris zaczął ją całować. Zaczęła się szamotać, spróbowała go kopnąć, ale złapał ją za nadgarstki.
- Nie gniewaj się na mnie, kochanie. - szepnął jej do ucha - Przecież wiesz, że faceci nie myślą.
Skoro on ją wykorzystuje, to ona też może się nim trochę pobawić. Nie opierała się dłużej, wręcz sama zaczęła całować go z coraz większą gorliwością. Ich serca biły coraz szybciej.
***
Rano Chris dostał SMS-a od Astrid. "Niech dzisiaj pokaże ci co potrafi" - tak napisała. Ale on nie był pewien czy nadal chce brać w tym udział. Po tym, jak Astrid go walnęła nie miał najmniejszej ochoty jej oglądać, a wspólny spisek raczej wymaga kontaktu współspiskowców. Poza tym coś poczuł. Nie znał tego uczucia. Gdy zobaczył śpiącą Eveline, wyglądała na taką bezbronną. Miał ochotę zaopiekować się nią.
Ale z drugiej strony miał z Astrid umowę. Niedotrzymanie jej mogło go wiele kosztować. Tylko, że jak zabić kogoś tak słodkiego i niewinnego jak ta brązowowłosa dziewczyna? Na kogoś takiego się nie krzyczy, a tym bardziej nie oddaje w łapy wstrętnej Astrid. Kogoś takiego można tylko i wyłącznie przytulać.
Impas.
Ale z drugiej strony miał z Astrid umowę. Niedotrzymanie jej mogło go wiele kosztować. Tylko, że jak zabić kogoś tak słodkiego i niewinnego jak ta brązowowłosa dziewczyna? Na kogoś takiego się nie krzyczy, a tym bardziej nie oddaje w łapy wstrętnej Astrid. Kogoś takiego można tylko i wyłącznie przytulać.
Impas.
środa, 20 czerwca 2012
Rozdział 2
Astrid nienawidziła Eveline od momentu kiedy pierwszy raz ją zobaczyła. Miała wtedy jakieś pięć lat i bawiła się w piaskownicy razem ze swoją przyjaciółką - Samanthą. Były zajęte krojeniem piaskowego ciasta na przyjęcie dla lalek. Zobaczyły samotną, nieśmiałą dziewczynkę o pięknych brązowych włosach i dużych brązowych oczach. Samantha od razu postanowiła się z nią przywitać. Podeszła do niej i już nigdy nie wróciła.
Porzuciła przyjaźń z Astrid, zostawiła ją dla tej zdziry! A biedna, osamotniona Astrid nie miała już nikogo, by zwierzyć mu się ze swoich sekretów, mogła tylko manipulować ludźmi. Nikt nie lubił jej naprawdę, wszyscy liczyli się z nią ze względu na jej pieniądze. Wraz z pojawieniem się Eveline, z życia Astrid odeszła jedyna przyjazna jej istota.
Jej matka nie żyła, zmarła przy porodzie, a ojciec nigdy specjalnie się nią nie przejmował. Co prawda, miała wszystko, co chciała... oprócz ojca. Załatwił jej opiekunkę, ale ona była starą, zgorzkniałą panną po czterdziestce. Wyżywała się na niej, na biednej, bezbronnej, małej blondyneczce o lazurowych oczach. Aż w końcu Astrid postawiła jej się. Miała dość uwag o rozpuszczonych egoistycznych bachorach, więc zaczęła działać. Zaczęła od śliskich butów, koralików rozsypanych na podłodze, aż w końcu jej opiekunka spadła ze schodów ze skutkiem śmiertelnym. Poszła do salonu oglądać telewizor, a gdy usłyszała, że jej tata wchodzi do mieszkania pobiegła mu na powitanie. Potem, udawała, że pierwszy raz zobaczyła ciało kobiety. Zaczęła szlochać i krzyczeć.
Astrid nie miała wyrzutów sumienia, była szczęśliwa, że pozbyła się tej odrażającej baby.
Eveline czuła się dziś, jakby jej głowa ściskana była w imadle. Chwilami widziała dziwne mroczki przed oczami, świat wydawał się zamglony. Nienawidziła, gdy głowa ją bolała. A niestety, czasami napady były tak silne, że żadna tabletka nie podziałała. Na szczęście ten ból był w miarę znośny.
- Brightly, co to była Wielka Schizma Wschodnia? W którym roku nastąpiła? - usłyszała głos nauczycielki
Eveline nie znała odpowiedzi. Jak miała wiedzieć, skoro nie słuchała lekcji? Przecież zawsze była dobrą uczennicą! Myśl, myśl... No myśl do cholery! Musisz znać odpowiedź.
- Tak myślałam... - powiedziała nauczycielka i zaczęła otwierać dziennik
Wtedy Eveline pierwszy raz użyła magii świadomie. Zatrzymała czas. Przekartkowywała książkę, aż znalazła odpowiedź na pytanie. Kilka razy przeczytała, zapamiętała, aż w końcu "włączyła zegarki" i wyrecytowała zdanie z książki co do słowa.
Chris szedł ulicą. Kierował się w stronę kawiarenki. Gdy wszedł zobaczył, że Astrid już na niego czeka.
- Masz? - spytała go
Usiadł obok niej i spróbował ją pocałować, ta jednak odepchnęła go.
- Masz te informacje do cholery? - spytała jeszcze raz, tym razem podniesionym głosem
Chris uśmiechnął się.
- Ma te moce idioto, czy nie? Użyła ich przy tobie? - teraz już krzyknęła
Pewna kobieta, która czytała obok książkę odwróciła głowę w jej stronę. Dziewczyna spojrzała na nią pełnym nienawiści i gniewu, lodowatym wzrokiem, tamta natychmiast opuściła wzrok.
- Przyznała mi się. - oznajmił
Astrid natychmiast przyciągnęła go do siebie i pocałowała. Nie było w tym żadnej miłości, po prostu pasja, pożądanie.
- Co zrobiłeś, żeby ją do tego przekonać?
- Zbajerowałem ją trochę. - zerknął na Astrid, ale gdy zobaczył jej pytający wzrok kontynuował. - No... wiesz co się zawsze sprawdza. - wyszczerzył zęby
Wymierzyła mu siarczysty policzek. Chris przestał się uśmiechać.
- To za wszystkich facetów, którzy tak jak ty, myślą tylko o jednym. - powiedziała - Zawiadomię resztę. Za tydzień o tej samej porze. - i wyszła
Chłopak został rozmasowując swój bolący policzek.
- Pożałujesz. - wyszeptał lodowato
Porzuciła przyjaźń z Astrid, zostawiła ją dla tej zdziry! A biedna, osamotniona Astrid nie miała już nikogo, by zwierzyć mu się ze swoich sekretów, mogła tylko manipulować ludźmi. Nikt nie lubił jej naprawdę, wszyscy liczyli się z nią ze względu na jej pieniądze. Wraz z pojawieniem się Eveline, z życia Astrid odeszła jedyna przyjazna jej istota.
Jej matka nie żyła, zmarła przy porodzie, a ojciec nigdy specjalnie się nią nie przejmował. Co prawda, miała wszystko, co chciała... oprócz ojca. Załatwił jej opiekunkę, ale ona była starą, zgorzkniałą panną po czterdziestce. Wyżywała się na niej, na biednej, bezbronnej, małej blondyneczce o lazurowych oczach. Aż w końcu Astrid postawiła jej się. Miała dość uwag o rozpuszczonych egoistycznych bachorach, więc zaczęła działać. Zaczęła od śliskich butów, koralików rozsypanych na podłodze, aż w końcu jej opiekunka spadła ze schodów ze skutkiem śmiertelnym. Poszła do salonu oglądać telewizor, a gdy usłyszała, że jej tata wchodzi do mieszkania pobiegła mu na powitanie. Potem, udawała, że pierwszy raz zobaczyła ciało kobiety. Zaczęła szlochać i krzyczeć.
Astrid nie miała wyrzutów sumienia, była szczęśliwa, że pozbyła się tej odrażającej baby.
***
Eveline czuła się dziś, jakby jej głowa ściskana była w imadle. Chwilami widziała dziwne mroczki przed oczami, świat wydawał się zamglony. Nienawidziła, gdy głowa ją bolała. A niestety, czasami napady były tak silne, że żadna tabletka nie podziałała. Na szczęście ten ból był w miarę znośny.
- Brightly, co to była Wielka Schizma Wschodnia? W którym roku nastąpiła? - usłyszała głos nauczycielki
Eveline nie znała odpowiedzi. Jak miała wiedzieć, skoro nie słuchała lekcji? Przecież zawsze była dobrą uczennicą! Myśl, myśl... No myśl do cholery! Musisz znać odpowiedź.
- Tak myślałam... - powiedziała nauczycielka i zaczęła otwierać dziennik
Wtedy Eveline pierwszy raz użyła magii świadomie. Zatrzymała czas. Przekartkowywała książkę, aż znalazła odpowiedź na pytanie. Kilka razy przeczytała, zapamiętała, aż w końcu "włączyła zegarki" i wyrecytowała zdanie z książki co do słowa.
***
Chris szedł ulicą. Kierował się w stronę kawiarenki. Gdy wszedł zobaczył, że Astrid już na niego czeka.
- Masz? - spytała go
Usiadł obok niej i spróbował ją pocałować, ta jednak odepchnęła go.
- Masz te informacje do cholery? - spytała jeszcze raz, tym razem podniesionym głosem
Chris uśmiechnął się.
- Ma te moce idioto, czy nie? Użyła ich przy tobie? - teraz już krzyknęła
Pewna kobieta, która czytała obok książkę odwróciła głowę w jej stronę. Dziewczyna spojrzała na nią pełnym nienawiści i gniewu, lodowatym wzrokiem, tamta natychmiast opuściła wzrok.
- Przyznała mi się. - oznajmił
Astrid natychmiast przyciągnęła go do siebie i pocałowała. Nie było w tym żadnej miłości, po prostu pasja, pożądanie.
- Co zrobiłeś, żeby ją do tego przekonać?
- Zbajerowałem ją trochę. - zerknął na Astrid, ale gdy zobaczył jej pytający wzrok kontynuował. - No... wiesz co się zawsze sprawdza. - wyszczerzył zęby
Wymierzyła mu siarczysty policzek. Chris przestał się uśmiechać.
- To za wszystkich facetów, którzy tak jak ty, myślą tylko o jednym. - powiedziała - Zawiadomię resztę. Za tydzień o tej samej porze. - i wyszła
Chłopak został rozmasowując swój bolący policzek.
- Pożałujesz. - wyszeptał lodowato
piątek, 15 czerwca 2012
Rozdział 1
Tego dnia Eveline była okropnie zdenerwowana. Cały świat wydawał jej się większy, bardziej przerażający niż zazwyczaj. Wzięła sto dwudziesty pierwszy głęboki oddech, żaden z poprzednich jej nie pomógł, miała złudną nadzieję, że ten będzie inny. Ręce jej się trzęsły ze strachu.
Tak na prawdę chciała nowego życia, pragnęła uwolnić się od starej szkoły, prześladujących ją znajomych. Po prostu w tej ostatniej chwili, gdy siedziała w aucie, już pod porażającą wielkością akademią nie potrafiła się nie przerazić. Zebrała swoje rzeczy, rzuciła tacie tylko "cześć" i wyszła z samochodu. Budynek był stary, ale w doskonałym stanie. Przytłoczył dziewczynę, nie spodziewała się takiego przepychu.
W holu zauważyła chłopaka o czarnych włosach . Patrzył na nią. Nie, właściwie nie można tego było nazwać patrzeniem. Lustrował ją swoimi czarnymi oczami, przeszywał ją na wskroś. Zadrżała, ale nie tylko ze strachu. Chłopak był bardzo przystojny, czy miałaby u niego jakieś szanse? Westchnęła głośno. Nagle zauważyła, że zniknął. Przecież wpatrywała się w niego cały czas, nie mógł tak po prostu wyparować!
Widywała go codziennie, cały czas się w nią wpatrywał. Nie w sposób w jaki patrzy się na dziewczynę, chociaż też. Patrzył tak, jakby widział coś więcej niż reszta. Raz nawet spotkali się w drzwiach i zajrzała mu w oczy. I tak trwali przez kilka sekund. Eveline była zahipnotyzowana jego głębokim spojrzeniem. Pewnego razu zastąpił jej drogę.
- Cześć, Eveline. - powiedział głosem anielskim, ale mrocznym
- Skąd wiesz jak... Ja nie wiem jak ty...- wydukała
Uśmiechnął się.
- Mam swoje kontakty. - uśmiechnął się zawadiacko - Jestem Chris.
Teraz z kolei Eveline uśmiechnęła się. Utonęła w jego oczach, pokochała jego uśmiech. Nie dało się już wycofać, zabrnęła za daleko nawet gdyby chciała zawrócić. Ale nie chciała. Zapragnęła poznać go bliżej, poczuć jego usta na swoich, po prostu być z nim.
Wkrótce dostała, to czego chciała. Zaczęli się spotykać - w kawiarni, w holu, na zajęciach. Christopher był tak absorbujący, że nie miała innych znajomych. Miała tylko jego, jemu powierzała swoje sekrety. Nawet ten największy. Koleżanka powiedziała jej jakąś głupią uwagę, naśmiewała się z niej. Za chwilę jej głowa zaczęła płonąć. Nie wiedziała jak to się stało, po prostu przemknęło jej to przez myśl, a za chwilę weszło w czyn. Nie chciała tego! Na prawdę! Chociaż... Astrid była tak wkurzająca, zawsze ze sobą konkurowały - o oceny, chłopaków, ciuchy, znajomych. Nienawidziły się od przedszkola. Ale nie aż tak by spalić jej twarz! To było niechcący. Na szczęście nikt nie dowiedział się prawdy, zresztą kto mógłby przypuszczać, że Eveline użyła do tego mocy?
Ale nie tylko ona miała moc. Okazało się, że Chris również.
- Obydwoje jesteśmy wyjątkowi. Idealna para. - powiedział pewnego razu i pocałował ją w taki sposób, że Eveline zabrakło tchu w piersiach
A więc zostali parą? Sam oficjalnie tak ich nazwał. Dziewczyna była wniebowzięta.
W końcu zapragnęła czegoś więcej. Pewnego razu, gdy byli w pokoju, którego nikt nie odwiedzał od lat, Eveline stanęła przed nim i wskazała głową na zamek w swojej sukience.
- Mógłbyś? - uśmiechnęła się znacząco
Chris nawet nie podniósł wzroku znad książki, użył tylko swojej mocy, by rozsunąć zamek. Eveline zorientowała się po chwili, że się nie domyślił. Faceci!
- Pff... To było epickie! - prychnęła i zaczęła wychodzić
Kiedy miała już przekroczyć próg, drzwi zatrzasnęły się i ktoś od tyłu przycisnął ją do drzwi swoim ciałem. Poczuła jego usta na swojej szyi. Odwróciła się i zaczęła go namiętnie całować. Potem popchnęła go na sofę.
A jednak Christopher był inny.
Tak na prawdę chciała nowego życia, pragnęła uwolnić się od starej szkoły, prześladujących ją znajomych. Po prostu w tej ostatniej chwili, gdy siedziała w aucie, już pod porażającą wielkością akademią nie potrafiła się nie przerazić. Zebrała swoje rzeczy, rzuciła tacie tylko "cześć" i wyszła z samochodu. Budynek był stary, ale w doskonałym stanie. Przytłoczył dziewczynę, nie spodziewała się takiego przepychu.
W holu zauważyła chłopaka o czarnych włosach . Patrzył na nią. Nie, właściwie nie można tego było nazwać patrzeniem. Lustrował ją swoimi czarnymi oczami, przeszywał ją na wskroś. Zadrżała, ale nie tylko ze strachu. Chłopak był bardzo przystojny, czy miałaby u niego jakieś szanse? Westchnęła głośno. Nagle zauważyła, że zniknął. Przecież wpatrywała się w niego cały czas, nie mógł tak po prostu wyparować!
Widywała go codziennie, cały czas się w nią wpatrywał. Nie w sposób w jaki patrzy się na dziewczynę, chociaż też. Patrzył tak, jakby widział coś więcej niż reszta. Raz nawet spotkali się w drzwiach i zajrzała mu w oczy. I tak trwali przez kilka sekund. Eveline była zahipnotyzowana jego głębokim spojrzeniem. Pewnego razu zastąpił jej drogę.
- Cześć, Eveline. - powiedział głosem anielskim, ale mrocznym
- Skąd wiesz jak... Ja nie wiem jak ty...- wydukała
Uśmiechnął się.
- Mam swoje kontakty. - uśmiechnął się zawadiacko - Jestem Chris.
Teraz z kolei Eveline uśmiechnęła się. Utonęła w jego oczach, pokochała jego uśmiech. Nie dało się już wycofać, zabrnęła za daleko nawet gdyby chciała zawrócić. Ale nie chciała. Zapragnęła poznać go bliżej, poczuć jego usta na swoich, po prostu być z nim.
Wkrótce dostała, to czego chciała. Zaczęli się spotykać - w kawiarni, w holu, na zajęciach. Christopher był tak absorbujący, że nie miała innych znajomych. Miała tylko jego, jemu powierzała swoje sekrety. Nawet ten największy. Koleżanka powiedziała jej jakąś głupią uwagę, naśmiewała się z niej. Za chwilę jej głowa zaczęła płonąć. Nie wiedziała jak to się stało, po prostu przemknęło jej to przez myśl, a za chwilę weszło w czyn. Nie chciała tego! Na prawdę! Chociaż... Astrid była tak wkurzająca, zawsze ze sobą konkurowały - o oceny, chłopaków, ciuchy, znajomych. Nienawidziły się od przedszkola. Ale nie aż tak by spalić jej twarz! To było niechcący. Na szczęście nikt nie dowiedział się prawdy, zresztą kto mógłby przypuszczać, że Eveline użyła do tego mocy?
Ale nie tylko ona miała moc. Okazało się, że Chris również.
- Obydwoje jesteśmy wyjątkowi. Idealna para. - powiedział pewnego razu i pocałował ją w taki sposób, że Eveline zabrakło tchu w piersiach
A więc zostali parą? Sam oficjalnie tak ich nazwał. Dziewczyna była wniebowzięta.
W końcu zapragnęła czegoś więcej. Pewnego razu, gdy byli w pokoju, którego nikt nie odwiedzał od lat, Eveline stanęła przed nim i wskazała głową na zamek w swojej sukience.
- Mógłbyś? - uśmiechnęła się znacząco
Chris nawet nie podniósł wzroku znad książki, użył tylko swojej mocy, by rozsunąć zamek. Eveline zorientowała się po chwili, że się nie domyślił. Faceci!
- Pff... To było epickie! - prychnęła i zaczęła wychodzić
Kiedy miała już przekroczyć próg, drzwi zatrzasnęły się i ktoś od tyłu przycisnął ją do drzwi swoim ciałem. Poczuła jego usta na swojej szyi. Odwróciła się i zaczęła go namiętnie całować. Potem popchnęła go na sofę.
A jednak Christopher był inny.
środa, 13 czerwca 2012
Prolog
Siedzieli w zamknięciu, odizolowani od reszty świata. Przecież jesteśmy normalni, pomyśłała Eveline. Ale czy na pewno? Jej umysł zaczął głośno protestować. Taki mutant? Bardzo śmieszne, ty-normalna... Ten głos był coraz gorszy. Myślała, że tego nie wytrzyma. Ani sekundy dłużej.
Zerwała się na równe nogi. Uderzyła głową o sufit. Głośno zaklęła.
- Dlaczego to robicie? Zrobiłam wam coś? - wykrzyczała
Nie było w tym żadnego sensu. Przecież obok niej był tylko nieprzytomny Chris. Zaczęła szlochać. Nieugięta Eveline płacze? Ojej, gdzie się podziała jej odwaga? Poczuła w swoim umyśle czyjąś obecność. Teraz już wiedziała. Ten ktoś miał moc. A oni głupi myśleli, że są jedyni...
Zerwała się na równe nogi. Uderzyła głową o sufit. Głośno zaklęła.
- Dlaczego to robicie? Zrobiłam wam coś? - wykrzyczała
Nie było w tym żadnego sensu. Przecież obok niej był tylko nieprzytomny Chris. Zaczęła szlochać. Nieugięta Eveline płacze? Ojej, gdzie się podziała jej odwaga? Poczuła w swoim umyśle czyjąś obecność. Teraz już wiedziała. Ten ktoś miał moc. A oni głupi myśleli, że są jedyni...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)