Hej wszystkim! Mam całkowity brak weny na tego bloga. Kompletne bzdury w tym rozdziale powymyślałam... A wy macie jakieś sposoby na brak weny? Słuchacie jakiejś odpowiedniej muzyki, spacer, albo coś takiego? :P
No dobra, to kończę te moje prywatne przemyślenia. Miłego czytania :)
____________________________________________
Eveline ocknęła się w jakimś małym, ciasnym i ciemnym pomieszczeniu. Czuć tu było stęchliznę. Spróbowała wstać, więc podparła się ręką.
- Cholera! - stęknęła
Zapomniała, że ma złamany nadgarstek. Po kilku minutach w końcu stanęła na nogi.
Pochodziła trochę po pomieszczeniu. Nagle potknęła się o coś i wylądowała na kimś. Chłopak jęknął, ale ona nadal na nim leżała. Musiała zobaczyć kto to, a tylko z takiej odległości było to możliwe.
- Eveline, to ty? - spytał Chris
Natychmiast pocałował ją, ale ona od razu go odsunęła.
- Spuchnięte... - chłopak spojrzał z troską na jej nadgarstek.
- No widzisz co ta twoja Astrid mi zrobiła! - powiedziała z goryczą
Chris nie wiedział co jej odpowiedzieć. W końcu to przez niego tu wylądowali. Miał ogromne wyrzuty sumienia.
- Ja naprawdę cię kocham. - szepnął ze łzami w oczach
Eveline spojrzała na niego i trochę zmiękło jej serce. Wiedziała jaka była Astrid. Każdego potrafiła zmanipulować, a mężczyzn to już szczególnie. Tych dorosłych również, od wuefisty zawsze miała fory... Ale żeby próbować kogoś zabić? Czy byłaby do tego zdolna?
Może sama nie, ale z tymi robalami, które ją opętały...
Eveline usłyszała jak Chris ciężko oddychał. Tak właściwie, to dlaczego siedział tu razem z nią w tej komórce, zamiast świętować zwycięstwo ze swoją pustą blondyną?
Coś się nie zgadzało... Przecież chwilę przed zniknięciem coś krzyczał. Czy aby nie tylko ją chcieli ogłuszyć? Omiotła wzrokiem jego postać. Było ciężko cokolwiek zobaczyć, ale jej wzrok powoli przyzwyczajał się. Chłopak miał jedno oko spuchnięte. Z jego łuku brwiowego obficie tłoczyła się krew. Był cały poobijany. Powietrze nabierał z ogromnym świstem.
I ja jeszcze mu dowaliłam? Powinnam być trochę bardziej ostrożna! - pomyślała Eveline
Prawie cały gniew na Chrisa zniknął. Zamienił się we współczucie i bezgraniczną miłość. Miała ochotę zniszczyć Astrid.
Tylko, że nie miała jak. Blondyna nawet nie raczyła się pojawić, a wszystkie wyjścia były pozamykane. Eveline z Chrisem próbowali używać najpierw resztek sił fizycznych, a potem mocy. Żadne nie działało.
To nie mogło się tak skończyć! Eveline dopiero zaczęła nowe życie. Poznała chłopaka, którego pokochała całym sercem. Co prawda najpierw zdradził ją, ale okazało się, że jednak ją kochał. Czuła to, wiedziała, że był po prostu zmanipulowany. Teraz już myślał własnym mózgiem. Astrid nie chciał znać. Gardził nią, ale również bardzo się jej bał. To było oczywiste.
Eveline też się bała. Ten strach ją paraliżował, obezwładniał jej ciało. Nie mogła się ruszać, gdy już wróciły wspomnienia.
- Opowiedz co ci zrobiła... - wypowiedź Chrisa zabrzmiała raczej jak pytanie
Dziewczyna przymknęła oczy. Skrzywiła się na chwilę. Jej oddech był coraz szybszy. Potem spod jej mocno zaciśniętych powiek zaczęły wypływać łzy.
Nie odezwała się, więc Chris nie drążył już więcej tematu. Nie miał zamiaru sprawiać jej bólu. Skoro nie chciała mówić, niech nie mówi. Może kiedyś się przed nim otworzy...
Chyba, że mu więcej nie zaufa. Chłopakiem wstrząsnął zimny dreszcz, był pełen niepokoju. Rozbieganymi oczami rozglądał się po pomieszczeniu, aż w końcu zobaczył pionową strużkę światła. Nie był pewien, czy to nie była fatamorgana, jak na pustyni, ale nadzieję zawsze warto mieć. Oboje zerwali się na równe nogi. Usłyszeli jakiś zgrzyt na podłodze, był coraz bliżej nich. W końcu to coś uderzyło Chrisa lekko w nogę. Światło zniknęło z hukiem.
Na ziemi ujrzeli plastikową tacę z bochenkiem chleba i wodę w metalowym dzbanku. Nie zdawali sobie z tego sprawy, ale byli nieprzytomni przez dwa dni. W tym czasie odwodnili się. Tak bardzo chciało im się jeść i pić. Popatrzyli na siebie, a następnie dosłownie rzucili się na tacę.
Po skończonym posiłku usłyszeli głos Astrid.
- No to teraz sobie porozmawiamy. - uśmiechnęła się słodko
Jej oczy nie były już w pełni lazurowe. Tylko obramówka taka pozostała. Resztę od środka wypełniała czerń. Ogromna źrenica miała pofalowane brzegi. Wydawać się mogło, że się lekko porusza.
Nogi Eveline zaczęły drżeć. Wiedziała, że ta "rozmowa" nie skończy się dobrze.
I miała pewien skutek... Nieodwracalny.
_____________________________________________________
no i króciutko znowu xdd co myślicie? :P
zapraszam też na mojego wspólnego bloga z Shanti:
http://control-and-burn.blogspot.com/
follow me on twitter: @SheeeFeel
czytasz? skomentuj, proszę :)
żebyś pisała to dalej, bo ja na prawdę chce wiedzieć co z Eveline i Chrisem : o ;)
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o brak weny, to poprostu odpuszczam sobie na moment, wyjde gdzieś, zjem cokolwiek, a potem wracam z nowymi pomysłami :) Jak zwykle świetny, tylko ubolewam nad jego długością :( W każdym razie pisza dalej.
OdpowiedzUsuńPs. Mogłabyś poinformować mnie o nowym rozdziale? :3
http://beginning-of-the-endd.blogspot.com/
bardzo przyjemnie czyta się twoją twórczość :)
OdpowiedzUsuńwpadłabyś też do mnie ?
od jakiegoś czasu piszę własne opowiadanie, kilka rozdziałów już zamieściłam i niedługo będą kolejne. byłabym wdzięczna :)
kocham *.*
OdpowiedzUsuńhttp://onedirection1story.blogspot.com/
Naprawdę nie rozumiem dlaczego napisałaś, że powymyślałaś w tym rozdziale bzdury, bo temat trzyma się ciągle tego samego, a kompozycja jest ciekawa. Poza tym, masz bardzo rozbudowane słownictwo, co mi się chyba najbardziej podoba. ;))
OdpowiedzUsuńJeśli znajdziesz chwilę, wpadnij:
marsz-mendelsona.blogspot.com/
Pozdrawiam.
jaki brak weny? Rozdział świetny! :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie:
http://endless-world-of-emotions.blogspot.com/
U mnie nowy rozdział:
OdpowiedzUsuńmarsz-mendelsona.blogspot.com/
Pzdr.
Zapraszam do mnie, na nowego bloga:) Jest już prolog:)
OdpowiedzUsuńhttp://beginning-of-the-eend.blogspot.com/
Dawno u mnie nie byłaś, pojawił się już ósmy rozdział.
OdpowiedzUsuńWpadnij jeśli masz ochotę:
marsz-mendelsona.blogspot.com/